Obalanie mitu 'biodegradowalnych' tworzyw sztucznych
Opłata za jednorazowe plastikowe torby na zakupy, wprowadzona w Wielkiej Brytanii 5 października 2015 roku, została stworzona w celu zmniejszenia zaśmiecenia, zanieczyszczenia i negatywnego wpływu plastikowych opakowań na środowisko. Wykorzystując dobrze znane powiedzenie „lepiej zapobiegać niż leczyć”, zniechęcanie do używania plastikowych toreb w pierwszej kolejności stanowi główny etap działania w hierarchii odpadów. Nic dziwnego, że ta minimalna opłata wywołała lawinę sprzeciwu w mediach społecznościowych, a w prasie pojawiły się sporadyczne historie o obywatelskim nieposłuszeństwie i porady, jak „obejść” podatek.
Choć takie reakcje wynikały raczej z uporu wobec narzucania zasad niż z rzeczywistej dezaprobaty dla ekologicznego uzasadnienia podatku, silne emocje skłoniły mnie do refleksji nad moją własną obiekcją wobec ekologicznego trendu. Najprościej rzecz ujmując, uważam, że opinia publiczna i wielu przedstawicieli branży opakowaniowej jest wprowadzanych w błąd przez fałszywe twierdzenia o „biodegradowalności” niektórych produktów opakowaniowych wytwarzanych z konwencjonalnych folii plastikowych, takich jak torby na zakupy (nie mówię tu o „bioplastikach” — o tym później), podczas gdy nie ma dowodów na poparcie takich twierdzeń.
Co tak naprawdę oznacza biodegradowalność?
Zgodnie z definicją słownikową, biodegradowalność oznacza, że substancja lub przedmiot może być rozłożony przez bakterie lub inne żywe organizmy, unikając tym samym zanieczyszczenia. Innymi słowy, po rozpadzie w wyniku procesu organicznego nie pozostają żadne toksyczne pozostałości. Biorąc pod uwagę, że konwencjonalne termoplastyczne folie opakowaniowe (takie jak polietylen, polipropylen i poliester) są syntetycznymi produktami pochodzenia naftowego, wszelkie twierdzenia o biodegradowalności są po prostu fałszywe. Prawda jest taka, że folie te rozkładają się bardzo wolno na składowiskach i nikt nigdy nie zmierzył, ile czasu zajmuje ten proces — może to być 500 lat, może 1000 lat. Po prostu nie wiemy.
W celu uczynienia folii plastikowych bardziej ekologicznymi, podczas produkcji można dodawać do nich substancje przyspieszające proces degradacji, gdy folia jest wystawiona na działanie ciepła, światła lub wody. Folie okso-degradowalne, na przykład, rozpadają się na małe fragmenty pod koniec cyklu życia — mocny i trwały plastik staje się słaby i kruchy w wyniku utleniania. Nawet przy takich dodatkach folia plastikowa potrzebuje od 2 do 5 lat na otwartej przestrzeni, aby rozpaść się na małe fragmenty. Z pewnością lepiej niż 500 lat, ale co dzieje się z małymi fragmentami?
Niewygodna prawda o fragmentach
Prawda jest taka, że fragmenty nigdy tak naprawdę nie znikają — nawet jeśli ich nie widać, pozostają jako syntetyczne cząsteczki plastiku. Niektórzy producenci zaciemniają obraz, twierdząc, że fragmenty biodegradują się z czasem dzięki aktywności drobnoustrojów, ale nie ma na to naukowych dowodów. Owszem, zidentyfikowano morskie drobnoustroje żywiące się plastikiem w oceanach, ale nie znamy końcowego wyniku tego procesu i nic podobnego nie odkryto na lądzie (według mojej wiedzy). Folie o przyspieszonej degradowalności mogą pomóc w problemie zaśmiecenia, ale nie oferują żadnych korzyści środowiskowych, gdy są zakopane na składowiskach. Podobnie, folie te nie nadają się do recyklingu z głównymi tworzywami sztucznymi, ponieważ dodatki czynią produkt z recyklingu bardziej podatny na degradację. Więcej marketingu niż substancji na froncie ekologicznym, obawiam się.
Gdy producenci rezygnują z przedrostka „bio” i twierdzą, że ich folie opakowaniowe są degradowalne, mają oczywiście technicznie rację, ponieważ wszystkie substancje degradują się z czasem (nawet diamenty nie są wieczne). Jako konsumenci nie znamy dokładnych definicji terminów takich jak degradowalność czy biodegradowalność — mamy jedynie mgliste poczucie, że jeśli mówi się nam, że folia opakowaniowa jest degradowalna, musi oferować korzyści środowiskowe i być ogólnie „w porządku”. Dlatego jeśli dostawca folii opakowaniowych używa słów takich jak degradowalność w swoich materiałach marketingowych bez podania dokładnych ram czasowych degradacji i proporcji zdegradowanego materiału w tym czasie (wraz z dowodami), uważam, że jesteśmy po prostu oszukiwani, by zakładać przyjazność dla środowiska, która nie istnieje.
A co z recyklingiem?
Jeśli zaakceptujemy surową rzeczywistość, że nasze termoplastyczne folie opakowaniowe na bazie ropy naftowej nie mogą (obecnie) zanegować praw natury poprzez jakiś proces dodawania substancji i stać się biodegradowalne, możemy je recyklingować — prawda? Cóż, tak, w zasadzie. Recykling plastiku to użyteczny proces, który odzyskuje odpady i przetwarza materiał na użyteczne produkty, często w zupełnie innej formie niż pierwotna. Technologia recyklingu odpadów foliowych jest dostępna od wielu lat i jako firma, wszystkie nasze skrawki, odpady i ścinki folii opakowaniowych wysyłamy do recyklingu. Niestety jednak infrastruktura do segregacji i sortowania domowych odpadów foliowych nie istnieje w większości krajów europejskich i dlatego folie nie trafiają do łańcucha recyklingu. Duża część odpadów plastikowych z recyklingu trafia do krajów azjatyckich. Co gorsza, część odpadów przeznaczonych do recyklingu trafia z powrotem na składowiska.
Odzysk energii: pragmatyczna alternatywa
Zamiast zwiększać ślad węglowy folii plastikowych, wysyłając je tysiące kilometrów do Azji, bardziej opłacalnym — i użytecznym — sposobem pozbycia się niechcianych folii plastikowych może być odzysk energii poprzez spalanie. Będąc produktami na bazie ropy naftowej, folie plastikowe mają wysoką wartość opałową i są w istocie „liofilizowanym paliwem”, które można przekształcić w energię podczas spalania. Wykorzystując energię zmagazynowaną w naszych torbach na zakupy i innych foliach plastikowych — około 100 000 plastikowych toreb wytworzyłoby tyle samo energii, co 1000 kilogramów ropy lub 1400 kilogramów węgla — moglibyśmy pomóc zmniejszyć poziom paliw kopalnych wykorzystywanych do wytwarzania energii. Choć ekolodzy słusznie wskazują na wady spalania, takie jak emisje i uwalnianie gazów cieplarnianych, z pewnością lepiej jest racjonalnie rozważyć fakty, że (a) plastik obecnie nie biodegraduje się w żadnych okolicznościach i (b) nie mamy infrastruktury do jego recyklingu. Wydaje mi się, że mniejszym złem jest odzyskiwanie energii z odpadów foliowych poprzez spalanie, niż składowanie ich na wysypiskach, gdzie będą się rozkładać przez setki lat.
Alternatywa bioplastików
Podczas gdy zmagamy się z tym problemem, NA RYNKU pojawiają się nowe folie opakowaniowe wytwarzane z odnawialnych źródeł biomasy, takich jak tłuszcze i oleje roślinne czy skrobia kukurydziana — tak zwane „bioplastiki”. Aby można było nazwać je bioplastikami, folia musi być bio-oparta (całkowicie lub częściowo pochodząca ze źródeł odnawialnych), biodegradowalna lub jedno i drugie. Folie spełniające rygorystyczne wymagania normy europejskiej EN13432 dotyczącej odzysku odpadów opakowaniowych poprzez kompostowanie przemysłowe mogą nosić upragnione logo kiełka. Pomijając potencjalne obawy związane z wykorzystaniem upraw modyfikowanych genetycznie, folie te spełniają wszystkie kryteria biodegradowalności w określonych ramach czasowych pod koniec cyklu życia, np. 90% materiału zostanie rozłożone przez działanie biologiczne w ciągu sześciu miesięcy — i nie pozostawia toksycznych pozostałości. „Świętym Graalem” ekologicznych elastycznych opakowań jest biodegradowalna folia wytwarzana z pulpy drzewnej, głównie z eukaliptusa, z certyfikowanych lasów. Pod koniec cyklu życia folia ta spełnia kryteria EN13432 dla kompostowania domowego i może dołączyć do obierek ziemniaczanych i skoszonej trawy na przydomowym kompoście.
Przeszkodą dla tych w pełni biodegradowalnych alternatyw jest to, że są co najmniej 4-5 razy droższe od ich termoplastycznych odpowiedników. W przypadku pakowania produktów z wyższej półki lub dla firm o aspiracjach ekologicznych, dodatkowy koszt biodegradowalnej folii opakowaniowej może zostać wchłonięty i uzasadniony. Na przykład zauważyłam, że kartki świąteczne sprzedawane w sklepie Highgrove JKW Księcia Karola były pakowane w torby wytwarzane z kwasu polimlekowego — bioplastiku pochodzącego ze skrobi kukurydzianej. Choć takie folie są obecnie uważane za „niszowe” na globalnym rynku folii opakowaniowych, ich użycie ma niemal się podwoić w najbliższych latach. W miarę doskonalenia technologii i realizacji korzyści skali, ich koszty powinny spadać.
Patrząc w przyszłość
W międzyczasie, dziś płacimy za plastikowe torby na zakupy — być może jutro podobna opłata obejmie KAŻDE opakowanie wytwarzane z termoplastycznych folii na bazie ropy naftowej? Nowe przepisy ograniczające wolność osobistą — zakaz palenia w miejscach publicznych, obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa — wydają się dziwne w momencie wprowadzania i irytują nas, ale szybko się przystosowujemy i wkrótce zapominamy, jak było wcześniej. Tak samo będzie z opłatą za torby — w krajach, gdzie wprowadzono podobne rozwiązania wcześniej, nastąpiło znaczące zmniejszenie liczby używanych toreb. Nie wiem, jaki kolejny krok planują regulatorzy w zakresie redukcji i radzenia sobie z odpadami plastikowymi, ale być może takie drastyczne działania są konieczne. Nie tylko zachęcą do stosowania bardziej przyjaznych dla środowiska alternatyw, ale mogą również posłużyć do finansowania infrastruktury recyklingu lub nowoczesnych technologii spalania, które maksymalizują korzyści z odzysku energii przy minimalizacji emisji gazów cieplarnianych. Diabeł tkwi oczywiście w szczegółach.
Tak czy inaczej, przestańmy się oszukiwać, że możemy magicznie uczynić plastikowe opakowania na bazie ropy naftowej częścią naturalnego, żywego świata i skończmy z twierdzeniami o biodegradowalności lub degradowalności, które nic nie robią dla środowiska. Może to pomaga nam spać w nocy, ale nie pomoże nam rozwiązać prawdziwego problemu, jak pozbyć się wszystkich tych toreb na zakupy.